Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.
Wiadomości
Ramówka
Audycje
Reklama
O nas
Patronaty
Konkursy
Strona startowa » Zwierzenia przy muzyce

Adam Jędrzejowski

Fot. Henryk Żyłkowski
Perkusista i autor podręcznika dla perkusistów. W latach 60. grający m.in. z Andrzejem Trzaskowskim i Krzysztofem Komedą. W chwilach wolnych przyjeżdża na Kujawy i Pomorze do Ciechocinka, gdzie ma swój drugi dom i studio nagrań.

"Pewnego dnia zadzwonili moi znajomi mówiąc, że w Ciechocinku jest działka na sprzedaż. Pojechałem więc zobaczyć ją - ziemia była rolna, rosła kapusta, parę drzewek owocowych, chodziły kury - po prostu krajobraz księżycowy, ale mi się spodobało..."

Środa, 27 sierpnia - godz.18.10
Skąd się wziął w Pana w życiu Ciechocinek?
- Chyba z powodu problemów z kręgosłupem. Wcześniej bywałem tu i spodobało mi się. Mieszkałem u bardzo sympatycznych ludzi, którzy namówili mnie do osiedlenia się tu. Od 1967 roku mieszkam w Sztokholmie i pewnego dnia zadzwonili moi znajomi mówiąc, że w Ciechocinku jest działka na sprzedaż. Pojechałem więc zobaczyć ją - ziemia była rolna, rosła kapusta, parę drzewek owocowych, chodziły kury, po prostu krajobraz księżycowy, ale mi się spodobało. Jak przyjechała moja żona była przerażona. Jakoś się jednak przyzwyczailiśmy. Zacząłem budować, dużo projektowałem, pilnowałem majstrów, budowałem modułowo. Cała moja rodzina nadal mieszka w Szwecji, żona pracuje w Sztokholmie, a ja już nie pracuję dzięki czemu mogę tu częściej bywać.
Fot. Henryk Żyłkowski
Fot. Henryk Żyłkowski
Lata 60, a może wcześniej, skąd się wzięła perkusja?
- Wszyscy pochodzimy ze wschodu. Mieszkaliśmy po tych wszystkich perturbacjach wojennych w Zabrzu, chodziłem tam do liceum mechanicznego, to była taka szkoła zawodowa. Tam był nauczyciel, który pokazał mi czarne kropeczki, nuty – miałem grać na bębnie i mieliśmy założyć zespół. To były lata 1947-1950. Ta perkusja, którą mi Pan dyrektor sprezentował, dzisiaj byłaby jakimś okazem, ale na tym instrumencie graliśmy pierwsze bale.

Co wtedy graliście, bo jazzu nie było można.
- Nie pamiętam, ale chyba coś rytmicznego do tańca. W Gliwicach był bardzo prężny Dom Kultury, który zaczął propagować jazz, tam powstał pierwszy zespół, w którym grałem. To był duży skład – tam grałem na kotłach. Jeździliśmy na festiwal do Krakowa i tam otarłem się o zespoły w Piwnicy pod Baranami, tam też poznałem Andrzeja Trzaskowskiego to był koniec lat 50. i początek 60. Z zespołem wyjechałem za granicę do Holandii, graliśmy w klubach studenckich i tam udało mi się poznać późniejszego idola - znakomitego amerykańskiego perkusistę Maxa Roach'a.
Fot. Henryk Żyłkowski
Fot. Henryk Żyłkowski
A spotkanie z Trzaskowskim.
- Na pewno spotkaliśmy się w Krakowie, tam też poznałem muzyków z zespołu Melomani i Krzysztofa Komedę. To były fajne czasy.

A z czego się uczyliście, bo nie było dostępnych nut?
- No właśnie, z nielicznych płyt, które sprowadzało się nie wiadomo jak, ale i z audycji radiowych „Głosu Ameryki” Willisa Conovera. Potem Conover przyjechał do Polski, bardzo mu się spodobał Trzaskowski i zostaliśmy zaproszeni przez departament Stanów na miesiąc do USA. Dla mnie to była najważniejsza wycieczka w życiu.

Ale grać nie mogliście?
- Oficjalnie nie mogliśmy grać, jedynie zagraliśmy na festiwalu w New Port. Nawet mam gdzieś nagranie z radia, jak Conover nadawał. To był rok 1962.

Koncertowaliście na Jazz Jamboree, tam przyjeżdżały zagraniczne gwiazdy, z którymi graliście.
- Z tego na pewno nikt nie mógł wyżyć. To jednak było wyżywanie się artystyczne. Jak graliśmy w Stanach to nie dość, że nam opłacono hotele to jeszcze dostaliśmy stypendium. Ja przywiozłem zestaw perkusyjny, a Trzaskowski masę płyt. Mogłem tam zostać, bo po moim ojcu jest tam spora rodzinka, ale mnie to nie odpowiadało, po drugie zepsułbym opinię u władz m.in. Trzaskowskiemu, a to był mój przyjaciel.

Jakim był człowiekiem?
- Na zewnątrz wydawał się być zamknięty w sobie, ale i nonszalancki, był bardzo elegancki, bardzo pozytywna postać. Zawsze uważałem za niesprawiedliwe, że w Polsce jest kult Komedy, a moim zdaniem to Trzaskowski był lepszy od Komedy. On był eksperymentatorem. Razem z żoną byli niesłychanie serdecznymi ludźmi.

A Komeda jaki był?
- Był łagodnym, spokojnym człowiekiem. Miał dużo cierpliwości do kolegów muzyków. Zawsze mnie ogarnia wspomnienie o Komedzie jak jem jabłko. Podobnie jak on jem je ze środkiem, zostawiając jedynie ogonek.
Fot. Henryk Żyłkowski
Fot. Henryk Żyłkowski
Co się takiego wydarzyło, że rzucił Pan to wszystko?
- Pracowałem wtedy 5 lat w Biurze Projektów i to Trzaskowski spowodował, że postawiłem na jazz. Myślałem, że coś z tego wyjdzie, nie czułem się jako ten inżynier siedzący przy sztaludze i projektujący siłownie cieplne, choć to mi się przydało później.

W którym roku wyjechał Pan z Polski?
- To był rok 1967, roboty było coraz mniej, przyszli młodzi perkusiści. Dostałem z Pagartu kontrakt do Szwecji i myślałem, że przez pół roku zarobię i wrócę, ale stało się inaczej.
Co tydzień - w środowy wieczór jest okazja do spotkań z niecodzienną muzyką,
z niecodziennymi gośćmi, niecodziennymi tematami...

Zaprasza Magda Jasińska
Weź adres RSShttp://www.radiopik.pl/rss.php?idp=39 Weź podcasthttp://www.radiopik.pl/rss.php?idp=39&cast=mp3