duży kontrast mapa strony
Strona startowa » Zwierzenia przy muzyce

Gość programu

Jerzy Grzelak

Jerzy Grzelak - fot. Magda Jasińska

Zegarmistrz, dziecko Powstania Warszawskiego – bohater książki dla młodzieży autorstwa Moniki Kowaleczko–Szumowskiej, pt. "Fajna Ferajna".

"Przyniesiono mi zepsuty zegarek pana premiera, który dostał od Chruszczowa. To był bardzo ciekawy model radzieckiej firmy. Nie mogłem go zreperować, bo nie było części, nawet chciałem go po tygodniu oddać, ale przypadkowo u jubilera zobaczyłem jakieś nowe tanie modele. Kupiłem jeden z ciekawości i kiedy w domu otworzyłem go - eureka – ten sam mechanizm, który był w zegarku premiera. Naprawiłem - dostałem miesięczny urlop, trzy pensje i uratowałem fabrykę...."

Środa, 26 sierpnia 2015 – godz.18.10

Jerzy Grzelak: Nazywam się Jerzy Grzelak – Powstaniec Warszawy, w książeczce pani Moniki Kowaleczko–Szumowskiej - "Jureczek".

Panie Jerzy, ile ma Pan lat?
- W czasie powstania dołożyli mi pięć lat, wtedy mogłem być łącznikiem – bo trzeba było mieć 14 lat żeby pomagać w Powstaniu – miałem wówczas 9 lat, więc dziś mam 80.

I cały czas oko świetne… dzięki czemu może Pan wykonywać swój zawód?
- No tak się złożyło – Bozia dała mi tą umiejętność potrzebną do prowadzenia tej delikatnej pracy.

Jerzy Grzelak - fot. Magda Jasińska

Jerzy Grzelak - fot. Magda Jasińska
Podczas Powstania Pan walczył?
- Nie, Byłem w rodzinie, która była wychowana w duchu patriotycznym. Dziadek Piłsudczyk, tata – ułan, 26 Pułk Ułanów Poznańskich. Naszym celem było to, żeby utrzymać to, co zdobyliśmy w 1920 roku. To były bardzo ciężkie czasy, my – dzieci byliśmy przygotowywani. Nikogo tam nie przyjmowano z ulicy. Z tych patriotycznych rodzin mieliśmy zadania, aby denerwować Niemców i pokazać, że Polska jeszcze jest. Rysowało się tą "PW" (Polska Walcząca) na różnych murach. Braliśmy udział w akcjach, które były prowadzone przez starszych kolegów. My - dzieci, staraliśmy się też pomóc, zbierało się stare gwoździe, śrubki, to było materiałem do przygotowywania tzw. "filipinek". To były takie puszki, podobne do coca-coli czy piwa, ale z nakrętkami. Starsi koledzy z tego robili granaty. Bibułę się też rozwoziło pod wskazane adresy, ulotki różne.

Magda Jasińska i Jerzy Grzelak - fot. Henryk Żyłkowski

Magda Jasińska i Jerzy Grzelak - fot. Henryk Żyłkowski
Jak wtedy wyglądało życie?
– Warszawa była bardzo, bardzo biedna. Po czterech latach nie było już co jeść. Dosłownie, skończyły się pieniądze. Starałem się jak tylko mogłem mamie pomóc, miałem wtedy siedem lat. Brałem bułki z piekarni, jak sprzedałem 30-40 to mi jedna - dwie zostały. Gazety brałem do sprzedaży, mało tego, jeszcze papierosy robiłem. Był taki człowiek, który był hurtownikiem, on sprzedawał nam tytoń i maszynkę do robienia papierosów. Wziąłem mamy tacę, na rzemykach sobie ją powiesiłem i tu na rogu Belgijskiej i Puławskiej krzyczałem "Extra Sport". Wtedy Warszawa była cała rozkopana. Wszystkie trawniki, które były w pobliżu budynków były przez dzieci rozkopane i tam się siało pietruszkę, marchewkę – taka była Warszawa. Ale jakoś to życie było wtedy ciekawe, bo było dużo grup artystów. Przychodzili oni na podwórka … – oczywiście nie wolno było, ale była ta chęć pokazania Niemcom, że my jesteśmy i ich nie lubimy. To była rola w dużej mierze dzieci i starszych osób, które tym kierowały. Były najróżniejsze akcje z naszej strony i to było coś, co nas przygotowało.

Pracownia Jerzego Grzelaka - fot. Henryk Żyłkowski

Pracownia Jerzego Grzelaka - fot. Henryk Żyłkowski
U Pana w pracowni mamy sporo zabytkowych zegarów. Fascynacja zegarmistrzostwem narodziła się w czasie wojny?
- To tatuś zbierał dużo zegarków. Chodziliśmy do wspaniałego mistrza, tam zafascynowała mnie ta harmonia pracujących kółeczek. Po wojnie spotkaliśmy się ponownie – mój ojciec już nie żył, a zegarmistrz namówił mnie bym zdał egzamin zegarmistrzowski. Zdałem bardzo dobrze i dostałem kolejną propozycję, bym na Pradze założył swój zakład. To były lata 50, kiedy była prawdziwa hossa na naprawę starych zegarków. Zawód dzięki temu był też bardzo dochodowy. Kiedyś przyszło do mnie czterech panów – jak się okazało byli to przedstawiciele pierwszej w Polsce organizowanej fabryki zegarków. Namówili mnie abym pomógł im dokształcać przyszłych pracowników. Do fabryki przyjeżdżali ludzie z całej Polski.

Jerzy Grzelak - fot. Magda Jasińska

Jerzy Grzelak - fot. Magda Jasińska
A jak to się stało, że dziś Pan współpracuje z Kancelarią Prezesa Rady Ministrów?
- No to jest niesamowita przygoda. Zaczęło się od czegoś innego. Do fabryki zegarków z naszym dyrektorem przyszła delegacja rządowa. Przyniesiono mi zepsuty zegarek pana premiera, który dostał od Chruszczowa. To był bardzo ciekawy model radzieckiej firmy. Nie mogłem go zreperować, bo nie było części, nawet chciałem go po tygodniu oddać, ale przypadkowo u jubilera zobaczyłem jakieś nowe tanie modele. Kupiłem jeden z ciekawości i kiedy w domu otworzyłem go - eureka – ten sam mechanizm, który był w zegarku premiera. Naprawiłem - dostałem miesięczny urlop, trzy pensje i uratowałem fabrykę. Od tego czasu rządy się zmieniają, a ja co poniedziałek idę do Kancelarii Rady Ministrów i nastawiam zegarki, zresztą również współpracuję z dziesięcioma ambasadami i innymi instytucjami. To wielka przyjemność, nie mógłbym pracować w innym zawodzie. Robię to co kocham.

Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę