duży kontrast mapa strony
Strona startowa » Zwierzenia przy muzyce

Gość programu

Marcin Nowakowski

fot. facebook/Marcin Nowakowski

Muzyk, kompozytor, aranżer, pianista i multiinstrumentalista, producent muzyczny. Saksofonista, kompozytor, muzyk sesyjny. Wydał cztery autorskie płyty, dwie platynowe - nagrane w Stanach Zjednoczonych i ostatnią "Live" – będącą zapisem koncertu.

"Na swoje szczęście dużo i długo pracowałem. Obok szczęścia jest i trochę nieszczęścia. Musi być taka sinusoida. Trzeba nagrywać muzykę nie dla muzyków, a dla ludzi. Dzięki odbiorcom mogę nagrywać swoje kolejne płyty, jak nie będą oni ich kupować, to ja nie będę mógł się spełniać. Musi być to dobrze zagrany materiał, hochsztaplerkę ludzie wychwytują od razu..."

Środa, 1 lipca 2015 – godz.18.10

Pana koncertowa płyta spotyka się ze znakomitymi recenzjami. Zapis koncertu, mimo pewnych niedoskonałości ma w sobie jakąś moc.

- To prawda, ja też lubię nagrane koncerty, bo jest tam więcej emocji. To jest wierny zapis koncertu, mieliśmy dwie próby być może gdyby było ich więcej to może byłoby bardziej komfortowo i nie byłoby tak nerwowo. Adam Sztaba zaaranżował smyczki, spotkaliśmy się na próbie i zarejestrowaliśmy koncert. Pomogła nam w dużej mierze publiczność, bo po pierwszym utworze jak dostaliśmy brawa to myślałem, że ktoś do słuchawek realizator dał nam brawa nagrane, nie myślałem, że można tak żywiołowo przyjmować koncert.

Fot. nowakowski.net.pl

Fot. nowakowski.net.pl
Lubi Pan jak nazywają Pana - "polski Kenny G"?
- Nie, jak jeszcze ktoś nie z branży muzycznej tak mnie nazywa, to mogę to jeszcze zrozumieć, ale jak to robią muzycy, albo dziennikarze to zakrawa już o niedouczenie. Ja bardzo szanuję to co robi Kenny G. ale jestem bardziej zwolennikiem Erica Marienthala.

- Powróćmy do sformułowania muzyk sesyjny – co się pod tym kryje?
To muzyk do wynajęcia, muzyk, który tak naprawdę powinien wykonać to co poleci mu producent muzyczny. Musi być bardzo elastyczny i też powinien wiedzieć jak się pracuje w studiu, żeby wszystko było wykonane szybko i sprawnie.

Lubi Pan tę pracę?
- Lubię, ja bardzo lubię nagrywać – biorę udział w różnego rodzaju projektach. Ostatnio gościłem na płycie bardzo dobrego amerykańskiego wokalisty Victora Fieldsa, a producentem był Chris Camozzi. W najbliższym czasie będę pracował nad kolejnym albumem którego producentem jest szwajcarski producent m.in. DJ Bobo. To są kolejne wyzwania dla mnie to wszystko bardzo rozwija.

Fot. facebook/Marcin Nowakowski

Kiedyś Pan powiedział, że przeżył wielką szkołę życia w Los Angeles.
- Oj tak, wielką – ja zawsze byłem pokorny, ale tam to jest pokora razy dziesięć. Tam dostałem potężny wycisk. Producenci nie chwalili mnie, a raczej mi bardzo dopiekali, ale to dla mojego dobra, widzieli, że się nie załamuję i idę jak lodołamacz.. Teraz na jesieni mam nadzieję, że wejdę do studia i nagram kolejny album. Chciałbym trochę zmienić brzmienie, iść w stronę bardziej akustyczną z wykorzystaniem smyków.

Zaczynał Pan swoją edukację muzyczną od fortepianu, kiedy saksofon pojawił się na Pana drodze?
- Kiedy zaczynałem grać jako dzieciak na fortepianie, to już marzyłem o saksofonie, ale nie było w szkole podstawowej klasy saksofonu. Kiedy skończyłem podstawówkę dostałem się do szkoły na ul. Miodowej, ale też się nie mogłem dostać na saksofon, bo nie przyjmowali bez przygotowania. Zaproponowali mi fagot obiecując, że jeśli nauczę się na fagocie, to przejdę na saksofon, ale mnie oszukali. Zbojkotowałem tę decyzję i sam zacząłem się uczyć na saksofonie i po paru miesiącach zdawałem do szkoły na Bednarskiej. Tam w komisji siedzieli m. in. Henryk Majewski i Zbigniew Namysłowski. Zbyszek zapytał mnie u kogo się uczyłem – powiedziałem, że sam z książki. To było bardzo duże wyzwanie, bo musiałem nadrabiać zaległości – ćwiczyłem po 11-12 godzin dziennie co przyniosło efekty. W trakcie zacząłem grać już w musicalu Metro i z Marylą Rodowicz.

Wszystko postawił Pan na jedną kartę?
- Tak, to prawda, Postawiłem i stwierdziłem, że albo będę grać, albo … Moi amerykańscy koledzy mówili, że oni tak ćwiczą i są w dobrej formie, bo jak się nie jest dobrym, to się ląduje pod mostem. Oni ciężko pracują, zawsze są w dobrej formie, przychodzą punktualnie na nagrania, czy wywiady i żyją w bardzo uporządkowany sposób.

Przesiąknął Pan tymi Stanami?
- Tak, nawet na dzisiejszy wywiad przyszedłem 15 minut wcześniej, żeby się nie spóźnić, staram się żyć higienicznie, to jest chyba dobre, bo to jest szacunek wobec moich słuchaczy.

Fot. facebook/Marcin Nowakowski

Fot. facebook/Marcin Nowakowski
Ma Pan sporo szczęścia w życiu.
- Owszem, na to swoje szczęście dużo i długo pracowałem. Obok szczęścia jest i trochę nieszczęścia. Musi być taka sinusoida.

Jaki jest przepis na dwie, po sobie platynowe płyty?
- Trzeba nagrywać muzykę nie dla muzyków, a dla ludzi. Dzięki odbiorcom mogę nagrywać swoje kolejne płyty, jak nie będą oni ich kupować, to ja nie będę mógł się spełniać. Musi być to dobrze zagrany materiał, hochsztaplerkę ludzie wychwytują od razu. Mój producent, Jeff Lorber zawsze przysyła mi maile i pyta jak się podoba płyta, co o niej mówią słuchacze i dziennikarze muzyczni. To mnie bardzo zdziwiło, ale i dało do myślenia.

Czy jest jakieś marzenie, którego Pan nie spełnił?
- Nie wiem, może zacznę śpiewać. Tyle osób już śpiewa, więc sobie tak pomyślałem oglądając jakiś talent-show. Może wydanie płyty w Japonii. Z niemuzycznych – to chciałbym popływać z delfinami, nie jest to jakieś wygórowane marzenie, no ale bardzo to lubię, więc może mi się to uda.

Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę